Jak wytrzymać pisanie doktoratu

Kiedy rozpoczynasz pracę doktorską, pierwsze słowa, które słyszysz, są: „Będzie ciężko.” Jako osoba rozpoczynająca właśnie podróż akademicką, twoja naturalna odpowiedź: Udowodnię, że się mylą, jestem wyjątkiem, a nie zasadą. Ale jest powód, dla którego mówią takie rzeczy – to dlatego, że doktorat jest trudny i czasem też męczący.

Myśląc logicznie o procesie, nie powinno to być wcale trudne. Spokojnie! Wszyscy możemy to zrobić. Niestety, to nie takie proste – co za szkoda. Logika ta nie uwzględnia w żadnym momencie konceptualizacji twojej idei w coś osiągalnego, badań, manipulowania tymi badaniami w prozie argumentacyjnej, a następnie nieuniknionego przepisywania.

Mimo to, bądźmy szczodrzy i powiedzmy 200 słów dziennie przez mniej niż dwa lata, a Twój projekt zostanie ukończony. Prawie napisałbyś dwa.

Oczywiście, są też inne naciski, z którymi każdy doktorant musi sobie poradzić. Oczekujemy, że podejmiemy pewne kroki w kierunku świata akademickiego. Musimy prezentować naszą pracę na seminariach i konferencjach. Przyzwyczajaj się do krytyki naszej pracy i wracaj z tego silniejszy. W końcu, żaden kawałek pracy nie jest nigdy gotowym artykułem. Nikt, według mojej wiedzy, nie ma jeszcze napisać ostatniego słowa na temat jakiegokolwiek kawałka historii – choć jest wielu naukowców, którym przeszkadzałaby myśl, że ich słowo nie jest ostatnie.

Konferencje to kolejny sposób na zapoznanie się ze światem akademickim. Spotykać się w odpowiednich kręgach. Są to osoby, które pewnego dnia mogą Cię zbadać, zostać Twoimi kolegami lub napisać dla Ciebie referencje. Musimy jak najlepiej wykorzystać tę wymianę. Od tego zależy nasza przyszłość.

Jeśli jesteś taki jak ja, nie masz funduszy, więc musisz pracować, by związać koniec z końcem. Mama i tatuś mogą być w stanie cię wspierać, ale ten 28-latek wolałby jakąś formę niezależności. Może i jestem studentem, ale nie chcę być postrzegany jako stereotyp. Pracuję, niewątpliwie więcej niż powinienem, i dobrze wykonuję swoją pracę. Odkryto, że jeśli ciężko pracujesz i robisz to na wystarczająco wysokim poziomie, więcej drzwi się otwiera. Ludzie widzą, że się przydajesz.

Licząc, teraz muszę pisać w okolicach 400 słów dziennie. Zastanawiam się nad tym, może trochę mniej. To wciąż możliwe do osiągnięcia. Nieprawdaż? Oczywiście, że tak.

Ale nasza lista nie kończy się na tym. Jeśli chciałbyś zostać gdziekolwiek w środowisku akademickim, pożądane jest, abyś nauczał. Opublikuj artykuł lub dwa przed złożeniem pracy. Napisz kilka recenzji książek naukowych.

Zatrzymajmy się również na chwilę, aby zastanowić się nad wyścigiem, w który odbywa się z rówieśnikami piszącymi doktorat. To niewypowiedziana prawda, ale akademia jest zasadniczo grą. Niekoniecznie chodzi o jakość produkowanej pracy. Chodzi o ilość. Im więcej masz, tym lepiej. To, co „ma”, może być też czymkolwiek. Prace naukowe, nagrody akademickie, stypendia naukowe i wkład medialny to sposoby fizycznego pokazania, że jesteś na drodze do doskonałości.

Doktoranci grają w grę jak i wszyscy inni. Dlaczego ich winić? Sama natura zawodu dyktuje, że musisz sprzedawać siebie w każdej możliwej chwili. Nie zrozum mnie źle. Uwielbiam moich rówieśników doktorantów, ale są chwile, kiedy gra staje się męcząca.

Więc, gdzie teraz zostałem? Ach tak, 500 słów dziennie przez 200 dni i robota skończona!

Ale prawda jest taka, że nie jestem na tyle bystry, by to zrobić. Przecież każdy, kto ma doktorat jest sprytny – to znak ogromnej inteligencji, prawda? Mówiąc naukowo, nigdy nie byłem najlepszy. Nie próbowałem najmocniej. Łatwiej jest zabrać, gdy dostajesz słabe oceny, wiedząc, że tak naprawdę nie próbowałeś – łatwiej jest pozbyć się całej sprawy.

Mam pomysły. Ja też mam świetny projekt doktorancki. Powiedziałbym nawet, że jest to jedno z najbardziej pomysłowych i intelektualnie ambitnych ze wszystkich moich rówieśników – ale pokaż mi ucznia, który nie myśli i nie czuje tego samego. Czy jestem właściwą osobą, by to zrobić? Zrobię to sprawiedliwie? Ciśnienie jest w toku! Staje się raczej samospełniającą się, tego typu mentalnością.

W odróżnieniu od tej wolnej prozy lub naciągniętego strumienia świadomości, siedzenie i pisanie mojego doktoratu jest trudne. Czasami paraliżuje. Duży, pusty, biały ekran. Kursor miga z przygnębiającą regularnością. Czas na pisanie. Dlaczego nie piszesz? Nie piszę, bo powiedziano mi, że moje pisanie nie jest wystarczająco dobre.

Może przesadziłem, ale rozumiesz ten pomysł. Jestem zbyt skupiony na brzmiącym naukowo tekście. Zastanawiam się, gdzie jest właściwe miejsce na umieszczenie tego przecinka. Próba uzyskania angażującego wydźwięku, namiętnego i inteligentnego.

Ale prawda jest taka, że w przeciwieństwie do tego wglądu w głębsze funkcjonowanie mojego umysłu, trzeba mieć dobre podstawy naukowe, trzymać się akademickich stylów i struktur. Czy moc prozy, którą teraz wystawiam, jest po prostu ograniczona przez powyższe? Czy powinna być mniej podobna do innych, a bardziej podobna do mnie?

Kiedy to pisałem, myślałem, że ludzie, do których aspiruję, będą mogli tak pisać? Być szczerym w kwestii procesu i szczerym w stosunku do siebie?

Pomimo tego, co niektórzy powiedzieli, jestem pisarzem. Mogę być zaangażowany i bardziej niż zdolny do powielania tego, co ludzie uważają za dobrą prozę. Być może sam akt konieczności dostrzeżenia sukcesu mojej prozy poprzez opinie innych jest symptomatyczny dla samego problemu. Usiądę z przełożonym i omówię to z nim – pozwolę mu nawet to przeczytać. Jestem pewien, że byłby w stanie pomóc w przekierowaniu tej kreatywności na coś pozytywnego.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *